- pytają jak małe dzieci całkiem dorośli mężczyźni, ba! a nawet kobiety!
A ja odpowiadam, (w zależności od nastroju oczywiście) mniej lub bardziej zgodnie z prawdą.
Na początku miałam z tego fun – cóż za poręczne wszędzie-da się-wcisnąć-słówko prawda?
a później przestało mnie to bawić.
- Co masz na ramieniu? Coś Ci się stało? To jakiś opatrunek?
- Nie.
- To plaster na rzucanie palenia?
- A czy ja palę??
- To plaster odchudzający?
- Dzięki za aluzję ale lubię swoje ciało.
- To plaster na alergię?
- Tak, na wszystkie możliwe alergie.
- Serio?
- Nie.
- No to co to jest?
- Plaster antykoncepcyjny.
- Taak? A to działa?
- A nie widać?
- Twój partner też taki ma?
- Tak, pod pachą musi sobie przyklejać.
- Serio?
- Nie.
- Oj tylko pytam, skąd mogłem wiedzieć?
- Nie no jasne, skąd mogłeś wiedzieć mamy przecież 21 wiek, Internet a antykoncepcja kończy się na prezerwatywach.
Kiedy mam więcej czasu wymyślam jeszcze bardziej bujne historie. Zależy od odbiorcy ale powiem z całą odpowiedzialnością, że faceci w tym temacie łykają wszystko jak młode pelikany.I nie ma tu znaczenia czy są wolni czy zajęci, czy mają 20 czy 30 lat.
Kobiety bardziej interesuje czy owe plastry działają. O ile wcześniej wymyślą po co mi owy plaster.
No i jeszcze ci przechodnie, gapią się na moje ramię aż wypalają mi w nim dziurę.
Tak, antykoncepcja to moja sprawa i to moja sprawa co i gdzie mam przyklejone do ciała.
Czyżby?
Czasami się zastanawiam, czy powinno się jakoś regulować przestrzeń publiczną i, jeśli tak, to w jaki sposób? Francuzi choć skrajni, w ich kontekście wydają mi się zrozumiali, nawet chyba mniej, niż stereotypowi Brytyjczycy, którzy wprawdzie nic nie powiedzą, ale swoje pewnie pomyślą.
Może to kwestia nawet nie tego, żeby społeczeństwo nauczać, ale wykształcić w ludziach potrzebę dowiadywania się? Choć niekoniecznie to musi rodzić akceptację…