Nirrecba's Blog

niecodzienna codzienność w kilku słowach…

z żywota pewnych kluczy… Kwiecień 20, 2010

Filed under: niecodzienna codzienność — nirrecba @ 10:39 am
Tags: ,

Od wieków wiadomo, że klucze potrzebują do życia jakiegoś kompana. I bynajmniej nie jest nim zamek. Chodzi raczej o kogoś, kto dotrzymywał by im towarzystwa w tym ich, powiedzmy to sobie szczerze, nudnym bycie. W trosce o moje klucze, zawsze starałam się by miały kogoś obok siebie, wierzyłam że to sprawi, że nie zostawią mnie zanim ja z nich zrezygnuję. Że nie odejdą z jakimś kluczofilem/wariatem/ złodziejem.

Na początku była kula. Kula w kolorowe paski, która codziennie mówiła do kluczy w innym języku. Raz w języku zielonym, raz czerwonym a raz białym. Opowiadała głównie o Chinach. Tęskniła widać za domem. Żyła stosunkowo długo, kilka miesięcy. Aż pewnego dnia, pewna blondynka(o bardzo małym rozumku), przerwała pępowinę łączącą ją z kluczami. Kula, mimo wielu prób reanimacji, nie przeżyła tego rozstania. Teraz pewnie jest w brelokowym niebie.

Potem była Małpka z bardzo odstającymi uszami. Klucze ją lubiły, opowiadała im najpierw o dżungli a potem o cyrku. Marzyła żeby występować w cyrku. Po miesiącu znajomości z kluczami Małpka doznała bolesnego upadku w wyniku którego straciła lewe ucho. Długo czekała aż objawi się w niej malarski talent. Na próżno. Kiedy była bliska załamania nerwowego, pewien cyrk zaprosił ją na przesłuchanie. I przyjęli ją. Została główną atrakcją- gadającą Małpką bez ucha. Podobno robi wielką karierę na Syberii.

Po Małpce przyszła kolej na prawdziwe arcydzieło. Miniaturę przedstawiająca skierowane ku sobie dłonie Boga i Adama. Miniatura ta, z pochodzenia Włoszka, była kobietą wyzwoloną i nie w głowie jej były rozmowy z byle Polskimi kluczami. Szybko więc uciekła. Co się teraz z nią dzieje, nie wiem.

I wreszcie Miś. Który wczoraj próbował popełnić samobójstwo i w dodatku wmieszał w to klucze. Po prostu, skoczył z 8 piętra. Nie wiem co między nimi zaszło, czemu chciał to zrobić, czemu pociągnął je za sobą. Po kilkunastu godzinach udało się go uratować. Stracił nóżkę, proteza nie wchodzi w grę. Klucze są całe, opiekują się nim teraz. Nadal nie chcą powiedzieć co między nimi zaszło.

Bo każdy przedmiot kryje swoją tajemnicę…

 

mam kilka swoich głów na świecie… Marzec 18, 2010

Filed under: niecodzienna codzienność — nirrecba @ 3:43 pm
Tags: , , ,

(jak każdy)

tę rozczochraną, pyskatą która od lipca tkwi gdzieś na trasie kolejowej Wrocław – Kraków, bo jej usta powiedziały zbyt wiele(a może zbyt szczerze)

tę z oparzonym podniebieniem, gdzieś na linii przepływu esemesów między numerami 667… a 693…

z wyrzucającym się sumieniem, niedojrzale i platonicznie zauroczoną przed laty, do dziś tkwiącą gdzieś w innej czasoprzestrzeni, do której drzwi otwierają się raz do roku, w dniu moich urodzin

tę pseudo-siostrzaną, pozostawioną samą sobie gdzieś w moich snach, które od czasu do czasu dają mi znak, że ta magiczna dziecięca więź, nadal istnieje

tę zignorowaną, urażoną w ważnym dla mnie dniu,  niby nic – a jednak oddaloną od (kiedyś) pewnej, drogi do przyjaciela

tę zażenowaną, własnym wyborem sprzed kilku lat, o której zakochany-zainteresowany uporczywie nie chce dać mi zapomnieć.

Wszystkie schowane skrzętnie w piasku.

Nieporuszane, niedotykane, żeby nie trzeba było ich wyciągać, myć ani pokazywać.

Czasem po dłuższym albo krótszym czasie, ten piach wchodzi do uszu i zatyka je. A wtedy nie słychać kroków zbliżającej się dłoni ani żadnych słów. Słychać tylko rozentuzjazmowany tłum ludzi, (u)tykający czas i (niekiedy) brak.


I tak trwam, ja i moje głowy w piasku, których zamiast ubywać, przybywa.

Więc, może zacząć je wyciągać, póki piasek, woda i ci inni, nie zrobią z nich zwykłych betonowych kuli…?

To takie trudne. Głowy z dnia na dzień, bardziej obciążone piachem są coraz cięższe.

Natomiast ukrywanie ich, z każdym dniem jest naturalniejsze, łatwiejsze i  powszednieje…jak chleb.

( Nie, nie jak chleb, chleb nie smakuje z taką goryczą).

Już nigdy nie włożę głowy w piach. Włożę ją do lodu, żeby ochłonęła.

 

momentalnie skomplikowane lata… Luty 14, 2010

Filed under: niecodzienna codzienność — nirrecba @ 1:27 pm
Tags: , , ,

Latami,

nie pytasz, nie konsultujesz, nie ustalasz, nie zwracasz uwagi, nie powstrzymujesz się, nie deklarujesz, nie dzielisz się, nie zastanawiasz się, nie tłumaczysz się, nie uważasz, nie zauważasz, nie planujesz, nie boisz się…

Momentalnie,

pytasz – by wiedzieć,

konsultujesz – by znać opinię,

ustalasz – by dojść do kompromisu,

zwracasz uwagę – jak wyglądasz,

powstrzymujesz się – by nie mówić tych wszystkich brzydkich słów,

deklarujesz – powoli,

dzielisz się – sobą,

zastanawiasz się – co myśli,

tłumaczysz się – gdy zrobisz coś źle,

uważasz – na siebie,

zauważasz – zainteresowanie,

planujesz – by mieć więcej wolnego czasu,

boisz się – by czegoś nie spieprzyć.

Komplikujesz swoje życie, by było w nim więcej miejsca.

 

półka z antyperspirantami Styczeń 6, 2010

Filed under: niecodzienna codzienność — nirrecba @ 5:20 pm
Tags: , , ,

Zapewne każda kobieta na tym świecie ma dobrego kumpla/psiapsióła, którego mogłaby zareklamować innej kobiecie niczym antyperspirant.
Psiapsiół, zawsze w pewnym sensie wydaje nam się lepszy od innych przedstawicieli jego gatunku.
Przede wszystkim  nie utrudnia kobietom ich wystarczająco już skomplikowanego życia, gdyby było inaczej to przecież nie mogłabyś się z nim przyjaźnić. Solidarność macic i jajników by Ci na to nie pozwoliła.

Jest trwały, wierny, ładnie pachnie, łagodzi podrażnienia(
m.in. sercowe), łatwy w aplikacji, nie pozostawia po sobie plam. Wprost ideał w aerozolu. - zachwalasz niczym sprzedawczyni w drogerii z kosmetykami.

Tymczasem, okazuje się substancją silnie uczulającą i wywołującą niepożądane skutki uboczne. W dodatku przekonujesz się o tym na własnej skórze…
i oczach.

Odkładasz go więc na przepełnioną półkę, chowając za innymi pachnąco-uczulającymi sprejami. Już wiesz, że nie polecisz go żadnej koleżance.

Nagle uświadamiasz sobie, że to przecież Twój przyjaciel. Tylko nie możesz sobie przypomnieć dlaczego…

Przecież wcale nie jest wyjątkowy.

Nie lubię tego ostrego smaku rozczarowania, czasami jest tak silny że aż pali w gardle a przepijanie go butelką zmineralizowanej nadziei nic nie daje.

 

Bo oni są spod gruszy a one z ogrodowej ławki… Grudzień 26, 2009

Filed under: niecodzienna codzienność — nirrecba @ 11:47 pm
Tags: , ,

Kiedy podczas wypadu w plener przez kilkanaście minut szukam odpowiednich krzaczków które na kilka sekund mogłyby stać się moją prymitywną toaletką, kiedy kolejny raz kłócę się z przyjaciółeczką na śmierć i życie, bo ktoś tam powiedział jej że ja powiedziałam o niej że… , kiedy znowu przeżywam wściekliznę mojej macicy, kiedy znów słyszę ; wyjmij rękę z tylnej kieszeni to takie niestosowne, kiedy mam ochotę pobić kogoś jakbym była zawodnikiem groźnej-sztuki-obijania-mord….w tych momentach, a właściwie jeszcze częściej, mówię sobie:

Mamusiu, wolałabym być chłopcem.

Wejść na drzewo, ukraść sąsiadowi jabłko potem kołysząc się na starej gałęzi spaść w pokrzywy i zrobić sobie dziurę w spodenkach. Wstać, wytrzeć krwawiący nos w rękaw nowej koszuli i pobiec pobić Staszka z sąsiedniej klatki, bo znowu wyśmiewa się z naszego Trabanta. Kiedy już wymięknie zastraszony dżdżownicą (bardziej przerażoną od niego), zawrzeć pierwszy w życiu pakt o międzyblokowej nieagresji i wzajemnej współpracy w zakładaniu dochodowego biznesu kamykowego. Po kilku dniach kiedy okaże się że mamy wyrzuciły cały nasz asortyment myśląc że to niepotrzebne kamienie, wspólnie zapijać smutki butelką lemoniady a przepełniony pęcherz opróżnić na kwiatki sąsiadki z piętra niżej. Zmieniając branżę stać się tropiącym sensacje gliniarzem i prokuratorem osiedla, którzy tropiąc burego kota przypadkiem dowiadują się że dozorca Pan Zdzisek produkuje bimber.  Stworzyć swój pierwszy napis na murze: Zdzisek daj butelkę bo się wkurzę! Wypić półlitrówkę bimbru przepijając kompotem jabłkowym i wyśmiewując obserwowane przez lornetkę dziewczynki bawiące się lalkami usnąć pod gruszą, nie myjąc zębów, rąk ani uszu.

- spójrz, chłopaki znówu się na nas gapią przez lornetkę

- widać nudzi im się

- głupki z nich, przyszliby do nas moglibyśmy się pobawić w dwie nanibowe rodziny

- moim mężem byłby Staszek

- nie! to ja chce Staszka, Ty weź sobie Jurka!

- nie, ja miałabym Staszka bo jestem starsza!

- ale to mi kiedyś przyniósł ślimaka!

- ale…

Some things will never change.

 

Ja(pońska)turystka Listopad 30, 2009

Filed under: niecodzienna codzienność — nirrecba @ 9:47 am
Tags: ,

Wychodzę z domu z głodną wrażeń walizką, by już za kilka godzin zawijać przeżycia w ozdobny papier i pakować do tego małego wehikułu czasu na dwóch kółkonogach i o jednej ręce.

Może w tej właśnie chwili rodzą się jedenastoraczki, wybucha III wojna światowa a światem zaczyna rządzić szatan ale nie obchodzi mnie to.

Ja teraz żrę a moje zmysły łapczywie połykają widoki, słowa i zapachy. Jestem w Rzymie.

Idąc na przystanek, przeżywam szok widząc przechodzących przez środek zakorkowanego skrzyżowania pieszych, którym nawet przez myśl nie przeszło, żeby pokonać tę trasę na przejściu specjalnie do tego stworzonym. Stoję na przystanku, którego tablica nie posiada żadnych cyfr, żadnych godzin odjazdu ani nawet odstępu czasu pomiędzy kolejnymi autobusami. Włosi się nie śpieszą, mają czas a nie czas ma ich.

Ja stoję ale smarty, skutery i fiaty pędzą, wyprzedzając się z lewej i prawej, zapominając oczywiście o użyciu tak przyziemnych kierunkowskazów.

Pokonuję rzymskie kilometry z  roześmianymi, przystojnymi Włochami i zaniedbanymi Włoszkami, metrem wypchanym po brzegi.

Wychodzę ze stacji i moim oczom od razu ukazuje się Koloseum. Długo oswajam się z tym widokiem, z tą myślą, że jestem taka malutka.

Opieram brodę o barierkę i z rozmarzonym wzrokiem przenoszę się na arenę, gdzie jako gladiator zaczynam walkę z groźnym czworonożnym przeciwnikiem. Widzę olbrzymią łapę tygrysa na wysokości swojej twarzy, piana toczy się z pyska…i nagle, czuję uderzenie a po chwili: Sorry…

To jakieś japońskie dzieci pojawiły się na moim małym tarasie widokowym i jedno z nich uderzyło mnie swoim wypakowanym tornistrem.

Spacerując po tym cudzie architektury z rozdziawionymi ustami i wyciągnięta szyją czuję się jakbym była strusiem. Mam ochotę gdzieś tutaj uwić sobie gniazdko, włożyć sandały i zostać rzymianką.
Jednak z braku odpowiednich gałęzi, idę dalej.

Forum Romanum przecież czeka, czeka na każdego, od wieków nieustannie czeka i zawsze z takim samym skutkiem.

Za każdym razem pojawia się japoński turysta, z okularami na nosie, szyją rozkręconą jak bąk-zabawka i objuczoną aparatem fotograficznym. I jedno jest pewne, kiedy właśnie będziesz używać swojego zapamiętywacza miejsc i będzie wydawało Ci się, że uchwycisz czyste piękno tej budowli, w kadr wkroczy ci jakiś japoński turysta. Oni są wszędzie.

Po kilku godzinnym zachwycaniu się ruinami-cudami, czas na spacer po urokliwych uliczkach Rzymu.

Ciao bella, słyszę na każdym kroku. To miłe, nawet jeśli wypowiadacz tych słów rozbiera mnie wzrokiem, mimo dzielącej nas, często siwej różnicy wieku. Tacy są Włosi, dla ich zwierzęcych pragnień, jestem tylko kolejnym gladiatorem do połknięcia.

Odpycham od siebie myśl : może by tak jednego Włocha oczarować, uwieść a jutro porzucić? i poruszam się ku Fontannie di Trevi. Z wrażenia, nie mogę nic powiedzieć, chcę tylko patrzeć, patrzeć i patrzeć. Na te misternie zrobione postaci, detale i krystalicznie czystą wodę.

Jak obyczaj stary każe, siedząc na skraju fontanny, wyrzucam za siebie drobną monetę.

Walizka jest już pełna, wspomnienia zapakowane misternie w ozdobny papier są bezpieczne. Mogę jechać do domu.

Wrócę tu, czuję to.


 

Dobranocka o kontach i doładowaniach Listopad 17, 2009

Filed under: niecodzienna codzienność — nirrecba @ 4:17 pm
Tags: , , , ,

Wiem, że powinnam dzisiaj napisać o damskiej, równie zaawansowanej co głupiej, nieśmiałości ale chyba nie jestem z nią na Ty więc tego nie zrobię.

Może to brak obiektywizmu, może feminizm? a co mi tam, mówcie co chcecie, byleście mówili – jak (mądrze?) powiedział kiedyś Allen.

Ja przecież próbowałam, wielokrotnie, bardziej lub mniej odważnie.

Kiedy spodobał mi się pewien przypadkowo(?) spotkany mężczyzna, który po kilku chwilach wyszedł z tego dziwnego budynku,  w którym dane nam było zamienić kilka słów i kilkadziesiąt uśmiechów, wytrzasnęłam spod ziemi jego maila(no dobra, tak na prawdę to wcale nie było trudne…). I napisałam, skrzętnie owijając w bawełnę, że cholernie mi się spodobał i śni mi się po nocach.

Wiedziałam ( no właśnie, dlaczego czasem wiem a czasem nie?), że podzielał moje zauroczenie i zaprosi mnie na kawę.

Spotkania były dwa. Potem wrócił.

Do (łóżka) swojej byłej.

O czym nie omieszkał mnie dosadnie poinformować, pisząc : Dzisiaj śpię u Niej i z Nią. Dobranoc.

Śmieszne.

Skądinąd wiem, że im nie wyszło ale ta informacja to jak cukierek dla dziecka które chciało samochodzik na baterię.

Inne przejawy mojej kobiecej odwagi i śmiałości były mniej udane. Potrafię się do nich przyznać i nie uważam ich za porażki, wręcz przeciwnie.  W dodatku nie będę musiała nigdy się zastanawiać, co by było gdybym jednak nie napisała do tego, nie wykombinowała numeru do tamtego, nie odezwała się we właściwym(daj Boże więcej takich) momencie do owego bruneta.

Wiem tylko jedno, jeśli chodzi o kobiecą nieśmiałość (która jest oczywiście pochodną braku siebie), wystarczy jeden przyjaciel albo bardzo dobry kumpel, który słowami: Pięknie wyglądasz…

może doładować konto odwagi każdej kobiety!

Więc chłopcy…komplementy w dłoń! ( jak zwykle tyle zależy od Was…, to przerażające!)

 

struchlali rycerze XXI wieku, odrzućcie miotło-miecze! Październik 23, 2009

Filed under: niecodzienna codzienność — nirrecba @ 2:57 pm
Tags: , , ,

Prześcigają się tacy, jeden z drugim, w chwaleniu się, że spotkali na imprezie świetną laskę, że jechali tramwajem z istnym Aniołem, że zajebista koleżanka z pracy na nich leci.

Może to i prawda, może ta dziewczyna z imprezy, też wodziła wzrokiem za tym chłopakiem który stał pod ścianą i cały czas ją obserwował,  może ta z tramwaju, uśmiechała się do przystojnego bruneta, który był całkiem w jej typie. Może pracowniczka biura nieruchomości faktycznie zadurzyła się w koledze siedzącym przy biurku obok?

Może to mogłyby być historie miłosne z happy endem ale nie w dzisiejszych czasach. Jakieś 400  lat temu, kiedy nieziemsko przystojni rycerze, w przerwie walk z wiatrakami, byli odważni nie tylko z bronią w ręku ale też przed jakiejś – JEJ obliczem, (ech, jakże my uwielbiamy mity…).  Za to dostawali tylko(AŻ) chusteczkę, czystą oczywiście i wielorazową.

Ale to były inne czasy, wtedy były (a nie zdarzały się) damy. I serca.

W dzisiejszych czasach wygląda to tak:

chłopak oparty o ścianę, nie podejdzie nawet do tej dziewczyny, będzie ją tylko obserwował przez cały wieczór aż ona pomyśli, że może jest zboczeńcem,

brunet z tramwaju, odprowadzi swojego Anioła wzrokiem do drzwi, potem do przejścia i pewnie już nigdy jej nie spotka,

pracownik firmy nieruchomości, będzie jeździł z nią windą, niemalże co dzień i ani razu nie zdoła wydusić z siebie: Czy wybrałabyś się ze mną na kawę?, będzie to sobie potem za każdym razem wyrzucał, zerkając na nią ukradkiem zza swojego stanowiska pracy.

We wszystkich przypadkach zabrakło tego samego, śmiałości mężczyzny.

Dlaczego nasi rycerze XXI wieku siedzą cichutko pod swoimi miotło-mieczami? zamiast zaprosić na kawę, te wszystkie marzące o byciu ich damami serca kobiety…

Czy to nasza, kobiet wina?

Czy to przez to, że jesteśmy takie impulsywne, przebojowe, otwarte, tolerancyjne i wyglądające na samowystarczalne? Czy to Was onieśmiela?

Czy może, to wina rzeczywistości, przez nas wszystkich stworzonej? Tej medialnej nagonki na długość Waszego penisa, kolor oczu, wzrost i posiadanie samochodu (ale już nie VW Golfa), konta pełnego oszczędności i świetnie zapowiadającej się kariery zawodowej.

Jedno i drugie to bzdury, wierzcie mi.

Daj Boże, żeby sprzedaż kawy w przytulnych kawiarenkach tych na parterze starych kamienic i w bufetach na 12 piętrze biurowca, wzrosła przynajmniej o 100%.

 

niebieskie tabletki dodające odwagi Październik 15, 2009

Filed under: niecodzienna codzienność — nirrecba @ 12:47 am
Tags: , , ,

Brodząc adidasami w kałużach po kostki i przyjmując śnieżno-deszczowe ciosy na parasolową jakże wzorzystą klatę, mijałam taksówki, te jadące i te oczekujące na swój kurs.

Nie lubię taksówek. Irytuje mnie ta banalna i krótkotrwała martwo-cicha  relacja kierowca-pasażer i ta bariera foteli. Poza tym, siedząc na tylnym siedzeniu, nie mam kogo obserwować.

Wracając, do mojego iścia, myślałam sobie wtedy, nie tylko o tych taksówkach i porannym kolorze moich, do tej pory, zielonych skarpetek ale też o odwadze.

Ile jej trzeba w sobie mieć, żeby umieć pokochać, kogoś kto nie jest spełnieniem naszych ideałów, nie jest w naszym typie ani nawet nie do końca nam się podoba, skoro jednak cholernie nas do tego kogoś ciągnie, jakiś niewidzialny magnes.

Ile trzeba jej w sobie mieć, żeby umieć zaufać człowiekowi, którego nigdy nie widziało się na oczy?

Dziś w tramwaju, stałam obok niewidomej dziewczyny i mimochodem, przysłuchiwałam się jej rozmowie telefonicznej z mamą. Niewidoma opowiadała jak poznała nową koleżankę, że ma nadzieję, że ta, okaże się normalną osobą i nie zaniecha kontaktu z nią, po tygodniu znajomości.

Tak sobie pomyślałam, jak można poznać/pokochać człowieka nie widząc go, jak wtedy wybrać, tą najważniejszą osobę? może wbrew pozorom łatwiej? zawsze można sobie powiedzieć, że na pewno wygląda jak nasz ideał i nie musieć się martwić o naoczną weryfikację ale z drugiej strony, jak poznać dobrego człowieka, nie widząc jego wyrazu twarzy, oczu, kiedy do nas mówi?

Ile trzeba odwagi, żeby zaufać samemu sobie?

Nie wiem, nikt jeszcze nie stworzył niebieskich tabletek dodających odwagi,

nawet Viagra jej nie dodaje.

 

(po)żądając zimówek, zielonych Październik 14, 2009

Filed under: niecodzienna codzienność — nirrecba @ 8:44 am
Tags: , , ,

Czego żądasz?

a

Czego pożądasz?

Jakże mały przedrostek potrafi zmienić nasz tok rozumowania. Żądać możemy praktycznie wszystkiego,

uwagi nam poświęcanej, żeby autobus zatrzymał się na danym przystanku, zwrotu pieniędzy od dłużnika, żeby przestało być tak zimno itepe.

Pożądanie natomiast, od pierwszych sekund przeczytania owego słowa, jednoznacznie kojarzy się, z drugim człowiekiem. Z potrzebą jego bliskości, dotyku.

Jak wszyscy wiemy, gdzieś po świecie chodzi teraz Miłość, kobieta wiekowa a zarazem wiecznie młoda, która wędruje po globie i wybrańcom, zostawia kawałek siebie.

W tym kawałku, jest też kilka kropel pożądania.

A czy w pożądaniu jest choćby jedna, mała kropelka Miłości? niekoniecznie.

Bo przecież, patrząc na okładkę Playboya, mężczyzna pożąda właścicielki krągłych piersi a nie mówi, że ją kocha i chce wziąć z nią, przereklamowany ślub, a jeśli tak mówi, to nie wie co mówi.

Pożąda wtedy czegoś, co właściwie nie istnieje, co jest tylko zasługą informatyków, którzy najpierw stworzyli wirtualną przestrzeń a potem wirtualnie-idealnych ludzi, pasujących do niej.

Potem siedzi taki jeden z drugim, przed monitorem komputera i myśli, że każda kobieta powinna wyglądać jak owa, idealna, zapominając, że jest ona wirtualna.

To czysta, słodka naiwność, o którą zawsze nas, kobiety posądzano.

Owszem, jesteśmy naiwne, skoro od lat wierzymy mężczyznom, którzy od lat wierzą w surrealistyczny obraz kobiety i w dodatku wierzą, że owa piękność, pragnie spędzić noc, właśnie z nimi.

Kiedy już przestają gapić się na okładkę i rozkładówkę gazety z istotami niczym z innej planety, poszukują kopii, najlepiej wiernej.

To poszukiwanie, ma 3 opcje zakończenia.

Surrealistyczny acz miły: znajdują wierną kopię, zakochują się w sobie itede.

Realistyczny acz nie miły: znajdują wierną kopię, która jednak nie chce być ich.

Nie zrozumiały dla mężczyzn: znajdują niewierną-nie kopię, której jednak pożąda z wielką siłą, nie wiedząc czemu, bo przecież nie jest wirtualnie-idealna.

I któż, wtedy wie, czy to pożądanie czy to miłość?

Z miłości do stóp, wybywam pożądając zimówek, najlepiej zielonych.

Panowie drogowcy, nie martwcie się, tym razem zima zaskoczyła nie tylko Was. Moje stopy też.

A w Krakowie pada nowy, bielutki, najprawdziwszy śnieg.

 

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.