Pewna starsza pani, mieszkająca w moim bloku, za przytrzymanie drzwi wejściowych, otwarcie windy, przytrzymanie jej drzwi i uśmiech, odwdzięczyła się słowami: Pani mieszka na 9, też wolałabym mieszkać wyżej. Tutaj u mnie na drugim, obok studenci, naprzeciwko studenci, pode mną i nade mną studenci. To wszystko ich wina, to oni mi zabili córkę. Przez nich umarła.
Ja rozumiem, obwiniać studentów o brak alkoholu w sklepie, o globalne ocieplenie, o dziurę ozonową (która być może nie istnieje…) ale o śmierć?
Świat przecież i tak ‘toczy, toczy swój garb uroczy…’