Według wyników sondy ‘Dziennika’ tylko 13% najmłodszych Polaków oszczędza otrzymywane od rodziców kieszonkowe.
Wcale mnie to nie dziwi. Sama nie umiem oszczędzać.
Jako dziecko, kieszonkowe wydawałam na komiksy z Kaczorem Donaldem i przeróżne książki.
Teraz jestem dorosła i dalej mnóstwo pieniędzy wydaję na książki. To przecież szczytny cel.
Niby coś się zmieniło a tak naprawdę nic.
Bo cóż z tego, że można zmienić powierzchowność? Przecież mogę się przebrać za mężczyznę ale czy nim będę?
Prawdziwe zmiany zachodzą bez naszej wiedzy, my możemy tylko je zauważyć. Bądź nie.
W dzieciństwie niczego mi nie brakowało.
Tylko kieszonkowego wydawanego zaraz po otrzymaniu.
Miałam na to sposób.
Składałam Tacie pisemne, bardzo formalne, prośby o pożyczkę. To były pierwsze pisma mojego pióra.
Wtedy rodzice myśleli, że zostanę prawnikiem.
Potem pisałam inne pisma. Wtedy wiedziałam już, że nie zostanę prawnikiem.
Plecy, wtyczki, kontakty i jakieś kombinerki - mam na to alergię.
Mimo tego, życie pchnęło mnie w równie brudzące błoto.
Dzięki Bogu, jest Chajzer i Vizir!
Kiedy przestanę je widzieć z daleka a ujrzę na własnej garderobie, będzie jak znalazł.
Czuję się taka zabezpieczona, jakbym zjadła pudełko prezerwatyw!
A czy ja się Ciebie pytam, co Ty jadasz???
A tak właściwie, chce się nauczyć oszczędzać. Będzie ciężko, nie urodziłam się w Krakowie…
Grunt to mieć dobry cel oszczędzania.
Wiem! kupię sobię za całą kwotę książki o Indiach.
I może na wszelki wypadek Vizir?
Potem znowu coś odłożę.
Zdobytą wiedzę należy zweryfikować.
Lepiej nie wierzyć w słowa. Zwłaszcza obcych.
Nieprawdaż?